Historia tłustego czwartku czyli pączki nie na słodko Dodano 08.02.2018r.

Zwyczaj jedzenia pączków w Tłusty Czwartek pojawił się w Polsce już w XVI/XVII wieku, ale zazwyczaj na dworach oraz w miastach. Na wsi pączki, zwane ówcześnie pampuchami,  pojawiły się pod koniec XIX i na początku XX wieku. Popularne dzisiaj słodkie i puszyste pączki dawniej jadano nie na słodko, a ze skwarkami.  Ta wersja pączków, w pełni wytrawna,  byłaby idealnym dodatkiem do Łososia Jurajskiego…

Dawne pampuchy  zrobione były także z innego ciasta, a mianowicie chlebowego.
Według etnografa Krzysztofa Ruszla, byłego dyr. Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie, pampuchy wyrabiane były z najlepszej mąki, prawdopodobnie pszennej.
Smażone były, podobnie jak współczesne, w głębokim, gorącym tłuszczu, najczęściej na smalcu. Chodziło o to, żeby pampuch był jak najbardziej tłusty. Dlaczego? Ponieważ w tamtym czasie ściśle i powszechnie przestrzegano tradycji 40-dniowego postu, kiedy jedzono tylko postne potrawy. Więc przed postem należało się pożądnie najeść 🙂

W uboższych domach pączków nie smażono w głębokim tłuszczu, ponieważ nie było go pod dostatkiem. Tam pampuchy pieczono w piecu chlebowym lub smażono na blasze – więc na pewno zdrowiej. Niestety, aby  zachować tradycję jedzenia tłusto, pączki podawano okraszone skwarkami.

A skąd tradycja jedzenia pączków w Tłusty Czwartek dotarła do Polski? Nie wiemy do dziś… Mówi się, że na stół polski przybyły ze wschodu lub z Wiednia. Inne źródła jedzenie pączków wywodzą ze starożytności, kiedy zwyczajowo zajadano się tłustymi potrawami.  Szef Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie Damian Drąg przypomina, że jeszcze w kulturze słowiańskiej, w czasach przedchrześcijańskich był zwyczaj jadania tłustych wypieków z okazji ważnych uroczystości, np. pogrzebowych.  Nie jest to więc polska tradycja, ale dzięki naszym cukiernikom z powodzeniem przyjęła się w okresie zapustów. Nigdzie na świecie tradycja tłustego czwartku nie była obchodzona tak hucznie i w takiej formie jak w naszym kraju.

Tłusty Czwartek inicjował tak zwane zapusty (inaczej zwane mięsopustami) czyli po prostu czas zabaw, uciech oraz sutego i tłustego jedzenia oraz zapowiedzią ostatnich dni karnawału. Sama nazwa „karnawał” pochodzi z włoskiego zwrotu „carne vale”, oznaczającego pożegnanie mięsa i pojawiła się w Polsce w XVI wieku wraz z dworem królowej Bony.
Jednak tradycja chrześcijańska podaje z kolei inne pochodzenie tego słowa, czyli „nawał kar”, które mają spotkać człowieka w okresie zbliżającego się postu.

W czasie mięsopustów oprócz pampuchów jedzono również pierogi z kaszą (gryczaną lub jaglaną), kapustę z dodatkiem słoniny lub sadła, albo po prostu samą słoninę, tłusty żur, wieprzowe żołądki nadziewane kaszą, tzw. maćki, i smażone albo gotowane jajka. Najpopularniejszym napojem było piwo lub wódka, którymi w czasie zapustów, raczono się w nadmiarze.

Według etnografa Andrzeja Karczmarzewskiego tańce i obfitość pożywienia, które były obowiązkowe w mięsopusty, oprócz przyjemności, dawały także podstawę do wróżb i zaklinania urodzaju, a obfitość jedzenia miała prowokować urodzaj i dobrobyt na cały rok.

Dla wróżby przed zapustami bito świnię, a następnie goszczono się tak długo, aż całe przygotowane pożywienie zjedzono. Wówczas przenoszono się do kolejnego domu.

Po hucznych, obfitych w pożywienie dniach następował 40-dniowy post. W domach szorowano wrzątkiem garnki, aby nie został w nich tłuszcz z gotowanego wcześniej mięsa. Odtąd aż do świąt Wielkiej Nocy jedzono tylko postne potrawy: kaszę, ziemniaki i żytni barszcz, oraz koncentrowano się na modlitwie i umartwianiu.

 

źródło: Focus.pl

zdj. Kuchnia zieleni